Mickiewicz i Maria (Maryla) Wereszczakówna

Mickiewicz, włócząc się podczas wakacji, udał się do Tuhanowicz, posiadłości Wereszczaków, gdzie poznał córkę dziedziczki tych stron.
           Maria Wereszczakówna, zwana Marylą, była rówieśnicą Adama, może o rok od niego młodszą. W tamtych czasach była to najwyższa pora na zamęście. Nie była chyba ładna, ale musiała mieć sporo uroku. Dość energiczna, oczytana w nowej literaturze polskiej, francuskiej, a także niemieckiej, którą poznawała z francuskich przekładów. „Nie była piękną w znaczeniu, jakie do tego wyrazu pospolicie ludzie przywiązują: niewysoka, okrągłej twarzy, dużych błękitnych oczu i światłych włosów, miała szczególniejszy urok w ustach i spojrzeniu." Tyle naoczny świadek mówi o Tuhanowiczach i o Maryli. Genezy tego uczucia nie znamy.
           W maju, nie bez pewnej satysfakcji, donosił Adam przyjaciołom: „Poznałem pannę Wereszczakównę dwa dni temu; ma lat około ośmnastu, ale zdaje [się], że mniej; nieszpetna, roztropna, mówi po francusku i niemiecku - gra i śpiewa nieosobliwie - i posagu 20 tysięcy. Już swatają mię serio; odebrałem listek od znajomego mnie obywatela, ażebym jechał z jego rekomendacją do pana sędziego, ten mnie zapozna z panią N., ciotką, a ta ma perswazją u pani matki panny W. Otóż wyobraź sobie owego Adama, zabierającego się do formalnych konkurów, jeżdżącego po szlachcie - mille diables! Albo po prostu: do stu diabłów! - A ballady, a granice i zagranice, a filomatia, a kluby? Są to progi, przez które trudno przeskoczyć. Nic nie odpowiedziałem na swatowstwa - widuję się z panną W. i mówię sobie w duchu: Nie wódź nas na pokuszenie i zbaw nas od tego, choć nie złego, amen!" Ale Mickiewicz w głębi duszy nie chciał się żenić, bał się, że zginie w szarzyźnie kowieńskiej. Spotkał na szczęście partnerkę, która pragnęła tego samego co on - romantycznej przygody. Tyle, że dla niego była to kwestia życia i śmierci - duchowej śmierci - dla niej natomiast była to raczej sprawa kobiecej ambicji i próżności. Obojgu chodziło wszakże o dramatyczną, by nie powiedzieć wprost - nieszczęśliwą miłość. Pod tym względem dobrali się rzeczywiście doskonale. Dlatego Mickiewicz mógł w Maryli ujrzeć idealną kochankę. Nie groził im ślub, swaty, intercyzy, a potem nudna małżeńska powszedniość. Dzieliło ich wszystko właściwie. I hrabia Wawrzyniec, z którym panna Wereszczakówna była już zaręczona, i zamożny dwór, i brat Adama, siedzący bez butów w Nowogródku, i Adamowe parorublowe długi. W tych warunkach mogła się właśnie narodzić miłość czysta, romantyczna, bezinteresowna, oderwana od wszelkiej prozy świata. Absolutne, nieskażone niczym porozumienie dwóch bratnich dusz, jak w literaturze. Adam dobrze wiedział, że nadeszła ta wymarzona godzina, decydująca o całej jego dalszej biografii. On w tym romansowym teatrze nierzeczywistości i niemożliwości siebie chciał stwarzać, wypróbowywać i badać. Poezji nic by nie przyszło ani z pedagogicznych, ani z małżeńskich doświadczeń Adama.
           Para najczęściej spotykała się w wielkim gronie w tuhanowickim dworze. Używali wielu teatralnych sposobów, aby okazać, że nie są sobie obojętni. Czy było jednak coś więcej, jakieś wiążące wyznania, obietnice, pocałunki? Legenda twierdzi, że tak. Pewne fakty świadczą wszak, iż mimo wszystko zostało wiele niedomówień - bez decydujących rozstrzygnięć. I chyba Adam wyjechał z Tuhanowicz okropnie zirytowany i urażony, bo nie dokończył, a właściwie zaledwie zaczął tę swą poezjotwórczą grę. Tak jakby wyszedł w połowie przedstawienia. Maryla rozkochała w sobie poetę, lecz zataiła to, co czuła. Mickiewicz zaś musiał przenieść swój dramat gdzie indziej - do Wilna i do Kowna. Wcale mu to nie przyszło łatwo: mógł przecież podejrzewać, że to koniec romansu, bo ukochana woli po prostu swego sympatycznego i dzielnego narzeczonego. Uwielbienie poety dla Maryli rosło. To niezwykłe uczucie dopiero się rodziło. Listy Mickiewicza z tego okresu świadczą, iż jego beztroski nastrój harmonizował z wakacyjną atmosferą Tuhanowicz. Nie jest to jeszcze atmosfera romantycznej miłości. A co czuła Maria? Wobec miłości Mickiewicza panna nie pozostała obojętna, nie zwróciłaby może uwagi na młodego nauczyciela z Kowna, gdyby nie był poetą. Wybijał się wyraźnie wśród grona swoich przyjaciół, również przecież piszących. Maryla czytała ballady, które zdumiewały ją: tak jeszcze nikt w Polsce nie pisał. Miała dobry gust literacki. A słowo „poeta" miało w owych czasach niebywały czar dla młodych. Maryla udała się więc w swoją wielką, sentymentalną przygodę. Tajne spotkania o północy w tuhanowickim parku, liść dany kochankowi na pamiątkę jakichś wyznań w cienistej altanie... Kochała tak, jak wolno było kochać pannie z dobrego domu, mowy nie było o zmianie ustalonych już planów jej małżeństwa. Narzeczony Wereszczakówny, hrabia Puttkamer, patrzył na to wszystko spokojnie, a do adoratora swojej przyszłej żony odnosił się z niezmienną życzliwością. Nie pozostały żadne ślady w korespondencji do przyjaciół, aby Mickiewicz dążył do małżeństwa z Marylą. Adam wyjechał z Tuhanowicz zdenerwowany i sfrustrowany, nie określiwszy siebie do końca. Ledwie coś zaczął, a już musiał wracać z wakacji. Zapewne dlatego się rozchorował. Wierzył trochę, że dotrą do Maryli relacje o jego wileńskich kłopotach ze zdrowiem, z rektorem i z przyjaciółmi. Sam pisać do niej nie chciał, a wtedy właściwie jeszcze mógł, nawet mu wypadało podziękować za gościnę. Nie stać go było na konwencjonalne grzeczności, ani też na otwarte uczuciowe deklaracje, skoro tamte, bezpośrednio czynione próby nie zostały odpowiednio przyjęte. Nie odezwał się więc do Wereszczaków nawet na prośbę swego brata Franciszka, proszącego o rekomendacje. Gdyby Tuhanowicze istniały bez Maryli, Adam pewnie spełniłby życzenie brata; natomiast nie mógł napisać w takiej sprawie za żadne skarby. Wstawiennictwo to sprowadziłoby go do niższego poziomu.
            Nie zdążył nawet jej sobie wymarzyć i wyobrazić, kiedy spadła na niego wiadomość rujnująca wszystkie jego plany: wiadomość o ślubie Maryli. W środę bowiem 2/14 lutego 1821 roku doszło do ślubu Maryli Wereszczakówny z Wawrzyńcem Puttkamerem, jedynym synem bogatego ziemianina w Lidzkiem, na pograniczu guberni wileńskiej. Jeszcze właściwy początek nie nastąpił, a już przyszedł koniec. Tę drogę kreacji życiowej i poetyckiej Adam miał zamkniętą. Zrozumiał bowiem wtedy, iż jego wielki zaplanowany romans, ten wymarzony, dobiegł nagle kresu, bo stało się coś nieodwracalnego. Nie mógł tego tak zostawić, musiał coś zrobić, zwrócić uwagę Maryli. Bez niej wszak jego istnienie, jego poetycko-marzycielska egzystencja rozsypałaby się w pył. Więc zrobił: zakochał się demonstracyjnie w przychylnej mu od dawna pięknej doktorowej Kowalskiej, wciągnął ją do swej gry.

Mickiewicz liczył, że i Maryla w nie tak dalekich Bolcienikach może się o nim dowie... Do Maryli nic z tych wieści raczej chyba nie przeniknęło. Dopiero półtora roku później, prawie u schyłku romansu, Maryla z gniewem wypominała Mickiewiczowi panią Kowalską i ów skandal. Albo się zatem tak dobrze maskowała, albo nic jeszcze wtedy o kowieńskich sprawach Adama nie wiedziała.

Poeta śpiewał o utraconej Maryli:

Pocałunek jej, ach, nektar boski!
Jako płomień gubi się w płomieniu,
Jak dwóch fletów żeniących się głoski,
Ku rajskiemu nastrojone pieniu.
Serce z sercem zbiega, zlatuje się, ściska,
Lice z licem zbiega się, drży, pali,
Dusza w duszy tonie. - Ziemia, niebo pryska
Jak w stopionej około nas fali.

Później Mickiewicz odwiedził Tuhanowicze, a każdy kąt, każde drzewo przypominało mu utraconą miłość. Była to wędrówka po miejscach niegdyś szczęśliwych, teraz przepełnionych pustką i śmiercią. Podczas wizyty w tych stronach Mickiewicz dowiedział się, że Maryla i Puttkamer żyli ze sobą nie jak małżeństwo, lecz jak brat i siostra. Wiadomość o białym małżeństwie Maryli dawała Adamowi jakąś nadzieję. Mickiewicz uznał, że tak naprawdę Maryla kocha jego.
            W końcu doszło do spotkania Maryli z Adamem, która teraz, jako mężatka, poczynała sobie o wiele śmielej i dopiero teraz powiedziała poecie, co do niego czuje. Z drugiego wspólnego pobytu Marii i Mickiewicza w Tuhanowiczach znane są jedynie drobne fakty świadczące właśnie o tym, że to Maryla była inicjatorką rozgrywających się tam teatralnych scen. 1/13 sierpnia 1821 roku „Imć Pan Adam Mickiewicz, Proffessor Szkół Kowieńskich y Wielm. Imć Pani Marianna Podkamerowa [!] Hrabinia" - trzymali do chrztu „Franciszka z Rodziców Szlubnych Leona i Antoniny Sakowiczów." Mieszkańcy dworu często bywali proszeni w kumy do okolicznych sąsiadów. Maryla nie przegapiła więc owej wspaniałej wprost okazji do stworzenia niezapomnianej romantycznej sceny. Uroczyście stanęła wraz z Adamem przed ołtarzem - kto wie, czy nie tym samym, przed którym klęczała 2 lutego z Puttkamerem. Trudno wymyślić lepszą teatralną inscenizację nieszczęśliwej miłości. Oto zakochani, tak blisko będąc raju, są jednocześnie tak daleko, na zawsze rozdzieleni okrutnym wyrokiem losu. Doświadczają na niby tego, co mogłoby się zdarzyć naprawdę. Dodajmy tu wszakże, iż Maryla bardziej potrzebowała tej romansowej sceny aniżeli Adam, to ona pragnęła być podobna do bohaterek z modnych powieści...
            Teraz Maryla jeździła do Wilna, by zobaczyć się z ukochanym, ale i zapraszała go do Tuhanowicz. W roku 1822 rozpoczęła się dla nich obojga nowa era - era romansu Maryli i Adama.
            Już w czerwcu 1822 roku to Maryli bardziej zależało na miłości Adama. Szukała miłości. Pragnęła przywołać sprzed lat ślepo zakochanego w niej Adama. Nie mogąc mieć przy sobie Mickiewicza, coraz częściej mówiła o śmierci samobójczej. O dwóch takich ryzykownych próbach dowiadujemy się od samej Maryli: „Od waszego wyjazdu, mój kochany Hendrulku, jeszczem nie widziała promieni słonecznych. Bóg na mnie zesłał sen letargiczny, który trwał aż do dzisiejszego dnia. Jeżeli mię przebudzał kto, wpadałam wtenczas w złość i zajadłość wściekłą - [większą jeszcze, aniżeli na tym szpacjerze, na którym przeszkadzano mojej Hurysie przeskakiwać}. Ten sen skracał mi czas i razem przynosił mi wiele przyjemności, gdyż miałam marzenia miłe i słodkie, których na arkuszu bym nie spisała. Wszystko przemija jak sen, z tą różnicą, że jedni prędko o wszystkim zapominają, na drugich większe robi wrażenie, i ci pamięci nie tracą. Podziękuj panu Adamowi za obietnicę łaskawą przesłania mi Ballad (na które oczekiwałam z wielką niecierpliwością), skutku bowiem nie otrzymałam. Nie urażam się za jego niepamięć. Jam się tego zawsze spodziewała, że jak tylko wjedziecie w mury Wilna, zapomnicie o mieszkańcach Bolcienik. [...] Donieś mi, mój Hendrulku, jak wam posłużyło klima bolcienickie, czy wszyscy jesteście zdrowi. [...] Jak się bawicie w mieście, czy widujesz się często z towarzyszami podróży? I czy wspomnieliście kiedy swoją amazonkę? [tj. Marylę]." Jak łatwo się domyśleć, teraz Maria musiała dowodzić swych uczuć, sprawdzając jednocześnie uczucia Adama. Pewnie dlatego popisywała się na „szpacjerze" niebezpiecznymi skokami na koniu. Aby pokazać, że nie zależy jej już na życiu i żeby właśnie Adam jej tych skoków zabraniał. Mickiewicz raczej sceptycznie odnosił się do tych szaleństw, nie zapomniał jej swych upokorzeń przedwczesnego ślubu. On nie bał się stracić ukochanej i był świadomy, że na wiele może się odważyć. Teraz to Adam próbował sprawdzić szczerość jej miłości. 25 czerwca/1 lipca w niedzielę o północy Maryla napisała po francusku list do Adama, który tak brzmiał w tłumaczeniu: „Proszę przyjąć milion podziękowań za boską poezję, którą miałeś niezmierną uprzejmość mi przesłać. Jest ona bardzo ładna, czytam ją po tysiąckroć, zawsze podziwiając twój geniusz i twoje talenty. Zazdroszczę tej bazgraninie, która dotrze do twoich rąk. Czemuż nie jestem na jej miejscu, miałabym słodką przyjemność widzieć cię, rozmawiać z tobą. Ileż rzeczy miałabym ci do powiedzenia! Chciałabym wiedzieć, czy odwiedzisz nasze strony w lipcu. [...] O, jak bardzo pragnę cię zobaczyć przed wyjazdem z tych stron. [...] Proszę spalić ten listek." To pisemny dowód uczucia, jakim Maryla darzyła Mickiewicza. Bała się ujawnić swoją miłość, dlatego prosiła o spalenie listów. Mickiewicz dostrzegł w tym teatralność uczuć Maryli, dlatego nie odpowiedział na zaproszenie. Warto dodać, że już nigdy więcej Mickiewicza nie zaproszono ani do Wereszczaków, ani do Puttkamerów. Zapewne doszło między kochankami do jakiejś decydującej rozmowy. Każdemu z nich chodziło o inną w gruncie rzeczy miłość. 18/30 sierpnia 1822 roku Maryla pisała więc ponownie z Tuhanowicz list prawdziwie godny heroiny z romansu: „Cierpisz, mój przyjacielu. Jesteś nieszczęśliwy, zaniedbujesz się! Proszę mi powiedzieć, co jest przyczyną twoich cierpień i jaki środek jest potrzebny. Zapomnij o mnie, mój przyjacielu, jeśli tak trzeba dla twego szczęścia i spokoju. Gdyby moja miłość wystarczyła dla twego szczęścia, byłbyś zbyt szczęśliwy. Ale nie. Zamiast przyczynić się w jakiś sposób do twego szczęścia, to ja sama jestem powodem wszystkich twoich nieszczęść. Nie możesz wyobrazić sobie, ile bólu sprawia mi ta myśl. Bądź rozsądny, mój przyjacielu, nie zaniedbuj swoich talentów. Zapomnij o tej miłości, która czyni cię nieszczęśliwym. Jeżeli trzeba dla twego spokoju, żebyś mnie więcej nie zobaczył, zgadzam się na to. Daję ci pełną swobodę postępowania, tak jak ci się spodoba, pod warunkiem, że będziesz szczęśliwy, zadowolony i spokojny. Jedyna rzecz, o jaką cię proszę, to dbanie o swoje zdrowie. Proszę pamiętać, że jest mi ono bardzo drogie. Bądź wielki, mój przyjacielu!" List ten jest sentymentalnym monologiem, zgodnym z wyobrażeniem, jakie Maryla miała o sobie, o Adamie i o ich miłości.
           Wkrótce Mickiewicz napisał list do ukochanej - musiał potwierdzić ostateczne rozstanie. Maryla nie najlepiej przyjęła ten list. Próbowała popełnić samobójstwo, wypijając nalewkę opiumową. Była to wówczas dość popularna trucizna, którą nieszczęśliwe damy chętnie się posługiwały w swych miłosnych kłopotach. Maryla zażyła truciznę, bo uświadomiła sobie, że Adam przestał ją kochać. Ale czy rzeczywiście chciała umrzeć? Otóż dość łatwo ją uratowano, co w ówczesnych warunkach oznaczało, że przyczyniła sie do tego sama. Otruła się niedokładnie, nie do końca - czyli niezupełnie pewna była swej decyzji...
           Maryla przybyła do Wilna, gdzie dowiedziała się o doktorowej Kowalskiej, o którą Adam nawet zamierzał się pojedynkować. Poczuła się więc bardzo urażona i potraktowała go z dumą hrabiny Puttkamerowej, mówiąc coś o stracie jego cennego czasu. Tego Adam się nie spodziewał i umyślnie, „w dzikim zapale" ją obraził. Czym dokładnie, nie wiadomo, ale musiał dotkliwie ją poniżyć, skoro - zupełnie już niesalonowo - zrobiła mu scenę o panią Kowalską. To wystarczyło, by zamknęli się w sobie, odsunęli i rozstali w gniewie.
           Mickiewicz spotkał Marylę podczas ferii wielkanocnych w 1823 roku. Zdaje się, że było to spotkanie pożegnalne. Rozstanie, jakie wówczas postanowiono, Mickiewicz przypieczętował symbolicznie darując ukochanej dopiero co wydrukowany drugi tomik jego Poezji, opatrzony wymowną dedykacją:

„Maryjo, siostro moja! Nie krewnym łańcuchem,
Aleśmy pobratani umysłem i duchem.
Gdy mi dziwactwo losu i twój wyrok wzbrania
Równie święte a milsze powtarzać nazwania:
Choć innym spojrzyj okiem w przeminione lata
I pamiątki kochanka przyjmij z ręki brata... "

            Mickiewicz ostatni raz spotkał się z Marylą w 1824 roku.